Gazeta szkolna "Gimpel"

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Gimpel | Home > "O powstaniu szkoły opowieść..."
"O powstaniu szkoły opowieść..."

Odcinek 13

Drukuj PDF

Rys.: Igor PiwowarczykWIELKI FINAŁ

I rzekł tedy król Vendor do wiernego rycerza swego, Helmutorna: Idź se gdzie pieprz rośnie! I odszedł se wierny rycerz króla Vendorda, Helmutorn, gdzie pieprz rośnie. Nie odszedł on tam, gdzie rosła sól, jako i miejsce, gdzie rosły modrzewie nie było miejscem, dokąd on odszedł. Odszedł on bowiem tam, gdzie rósł pieprz. I założył tam własne plemię, a przez wieki rosło on w siłę i stało się plemieniem potężnym niczym dorodny modrzew.

Gall Anonimix, rozdział 261, wersy 21-22

Przyjęło się sądzić, że dzień, w którym człowiek budzi się w miejscu, którego za nic nie może sobie przypomnieć, w żołnierskim śpiworze, w pełnym umundurowaniu i pieśnią patriotyczną na ustach świadczyć może tylko o dwóch rzeczach: albo właśnie trafił w sam środek wojny, albo wczorajsza noc była wyjątkowo udana. Z dwojga złego, przynajmniej jeśli chodzi o samopoczucie człowieka, zdecydowanie lepiej jest trafić na wojnę.

Na tej wojnie, jak do tej pory, uwagę wszystkich skupiała przede wszystkim ciągnąca się pomiędzy namiotami kolejka prowadząca do kilku dymiących kociołków, za którymi uwijała się postać przepasana fartuchem, jak śpiewał niegdyś jeden bard, fartuchem koloru blond.

- Nooo! Zapraszam, zapraszam! Dla każdego starczy, każdy ma przygotowany równomolowy roztwór, na którego dnie wytrąca się powoli pyszniutki osad w kolorze zachodzącego słońca kwietniowego wieczoru, ach, i ten zapach, i ten zapach! Cóż za właściwości fizyczne i chemiczne! Wiązania kowalencyjne takie, że można by konia wiązać!

- Czy ty koniecznie musisz mnie denerwować od samego rana? – zapytała z niechęcią Mędrczyni Mniejcek, która najwyraźniej walczyła z kimś w nocy i była kompletnie nie w formie. – Daj mi coś zjeść… I idź mi stąd!

- Synku, nalej ładnie tej pani. A przy okazji możesz obliczyć stężenie makaronu w roztworze zupnym. Pamiętaj o bilansie elektronowym. Wskazówka: jak skończysz to podnieś rękę i nalej ładnie też temu panu.

- EeI, hEloOOł?  – uniósł brwi Mędrzec Kaszubik, wysuwając do przodu prawą rękę. – A mOshE jA n!e cHcE, hEloo()ł? MoSHe tA 2UpA mNiE nIe r;)Ozu^^i€?

- <wtf?> - odparła zaskoczona Kaczeniec.

Nagle ktoś pociągnął Mędrca Kaszubika za rękaw przykusej, ściśle przylegającej do ciała koszulki w kolorze znanym powszechnie jako róż indyjski.

Więcej…
 
Komentarze (0)

Odcinek 12

Drukuj PDF

Rys. Igor Piwowarczyk

AKT I
SCENA WIĘZIENNA

(wszelkie skojarzenia z „Dziadami” mile widziane, celowy szok literacki)

Sytuacja była całkiem dobra. To znaczy, prawdę mówiąc, mogłaby być lepsza. Dobrze, jeśli mamy być szczerzy, była niespecjalnie wesoła. Uściślając, była raczej fatalna. Okej. Była wyjątkowo beznadziejna. Beznadzieja szczerzyła do Mędrców beznadziejnie brudne zęby spod beznadziejnie śmierdzącej kupki słomy w beznadziejnie wilgotnej celi, w której spędzili dni, jakie upłynęły od zdrady Frau Nimołaty i ich aresztowania.

Podszyte nudą życie więzienne kwitło w najlepsze. Grube, kamienne ściany zdobiły przekreślone kreski (gdzieniegdzie pojawiały się tajemnicze symbole, typu „h kreślone” i zagadkowe sformułowania, jak „tylko świnie siedzą w kinie!”). Mędrzec Kaszubik założył w rogu małe studio tatuażu i przyozdabiał umięśnione barki króla Grzegorza serduszkami i starannie kaligrafowanymi imionami kobiet, z których najczęściej pojawiały się: Słodka Jane, Mała Betty, Szybka Lola, Jej Wielmożność Hrabini Barbara Radziwiłłówna i, z niewiadomych przyczyn, Czarny Jacek. Mędrczyni Mniejcek za niewygórowane ceny stawiała przypadkowym przechodniom tarota (co zastanawiające, przez ich celę nie przechodził żaden przesadnie uczęszczany szlak komunikacyjny, więc ledwo wiązała koniec z końcem). Maćko z utęsknieniem wyczekiwał na wspólne, więzienne prysznice. Gustaw Albert z kolei miał wreszcie czas, by nadrobić zaległości w edukacji. Z lubością oddawał się lekturze książek, które na wszelki wypadek zabrał przed wyjazdem z królewskiej biblioteki.

[uwaga, wzmianka o czytającym koniu to aluzja o silnych skłonnościach moralizatorskich: czytanie sprawia dużo radości, bo to z niego pochodzi 70% odporności!]

Więcej…
 
Komentarze (0)

Odcinek 11

Drukuj PDF

Rys. Igor Piwowarczyk

Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło, mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło – całe zaczerwione, jak zdrowe oblicze gospodarza, który prace skończywszy rolnicze, na spoczynek powraca.

- Proszę państwa – zagaił do drzemiących w powozie Mędrców król Grzegorz – Chciałbym państwa przeprosić, ale czy nie mają państwo wrażenia, że słońce ostatnich kresów nieba dochodzi? Że mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeci?

- Zgodzę się – przyznał Maćko. ‑ Jest całe zaczerwienione, niczym nos w czasie grypy, niczym gospodarza zdrowe oblicze, który prace skończywszy rolnicze, na spoczynek powraca.

- Z tym wiąże się pewna zabawna historyjka – ożywił się Mędrzec Kaszubik. – Otóż słońce jest ciałem niebieskim, które emituje światło białe, dzieci rysują je na żółto, a w rzeczywistości jest ciałem doskonale czarnym, ha-ha-ha…

Nikt poza nim się nie zaśmiał.

Mędrzec Kaszubik zasypał dołeczki w policzkach, podrapał się kilka razy po brodzie, chrząknął znacząco i błyskotliwie zmienił temat:

- A w domu wszyscy zdrowi?

Mędrczyni Mniejcek wybuchła rzewnym płaczem, przypomniawszy sobie pokręcone niczym gromada pijanych węży losy swego syna.

Więcej…
 
Komentarze (1)

Odcinek 10

Drukuj PDF

Rys.: Igor Piwowarczyk

Wyobraźmy sobie rodzinę ryjówek wąskonosych, która wybrała się w wakacyjną podróż śladami egipskich piramid. Trasa wycieczki, zasponsorowana przez producenta ,wiodła przez środek pustyni. Przez pierwsze dni wyprawa układała się znakomicie. Mama Ryjówka gotowała pożywne obiady, Tata Ryjówek ćmił fajkę i czytał stare gazety, a małe ryjówki beztrosko hasały sobie po bezkresnych łąkach, w tym przypadku role łąk spełniają bezkresne wydmy. Niestety, pewnego dnia miało miejsce nieszczęście. Najmłodsza z ryjówek, o imieniu, którego brzmienie zostało zniekształcone przez legendy, przekazywane przez kolejne pokolenia gryzoni i dlatego nie możemy go tu przytoczyć[1], w wyniku niefortunnej kombinacji gwiazd… tam-ta-ra-ram… zgubiło się! Pierwszego dnia Mama Ryjówka  wpadła w panikę i, dowodząc sporej znajomości słownictwa, zwanego od miejsca zamieszkania i pracy ryjówek rynsztokowym, zaczęła przeklinać los, wyzywać bogów i złorzeczyć przeznaczeniu, które poczuło się urażone i, znalazłszy sobie odpowiednio wyprofilowany kąt, utkwiło w nim na kilka dni. Drugiego dnia, Mama Ryjówka, idąc za podszeptami męża (który zachorował w międzyczasie na zapalenie krtani, bezowocnie próbując przejąć od córki rolę bohatera miesiąca), ruszyła do równie bezowocnych poszukiwań, angażując w nie dzieci, karawanę pancerników, dzieci, bezużytecznych starców, dzieci, znowu dzieci, grupę chomików (lekceważąc fakt, że ostatnio miała z nimi lekkie zatargi) i ekipę doświadczonych kretów obsługujących świder glebowy. Trzeciego dnia Mama Ryjówka zapadła w apatię, z której nie obudził jej występ teatrzyku lalkowego, w którym wystąpiły jej pozostałe dzieci i sprośne żarty doświadczonych kretów, które wróciły z polowania. Przez cały czwarty dzień dwuznacznie wpatrywała się w żyletki, nieustannie stawiając sobie tarota. Piątego dnia pogodziła się z losem i przeznaczeniem, które dało się udobruchać i wyszło z kąta, a także,  życząc córce wszelakiego powodzenia na nowej drodze życia, uciekła od męża i po licznych perypetiach wylądowała w arabskim haremie, czym spełniło się jej dziecięce marzenie.

Więcej…
 
Komentarze (0)

Odcinek 9

Drukuj PDF

Rys.: Igor Piwowarczyk

- Eeeee! Chono tutej! Zobaczta i KUPTA!

Grupka Mędrców, która od dłuższej chwili wpatrywała się tęsknie w niknący na błękitnym, helmuckim niebie maleńki punkcik i Gustaw Albert, który hałaśliwie wydmuchiwał chrapy (ostatnie badania dowodzą, że nie był to przejaw sentymentalizmu, a nagły atak kataru siennego), odwrócili się, zdezorientowani. Ich oczom ukazała się niewielka przyczepa kempingowa, gustownie przystrojona  tu i ówdzie serpentynami z jaskrawej bibuły. Nad wypłowiałą markizą znajdował się intrygujący napis „Waldemar Harrods”. Jegomość leżący w pobliżu na zapadniętym leżaku uniósł się nieznacznie i kiwał na nich zachęcająco, próbując jednocześnie wyswobodzić się z żelaznego uchwytu leżaka.

- Czy mi się wydaje, czy ten młody człowiek powiedział właśnie niecenzuralne słowo? – zmarszczyła brwi Mędrczyni Mniejcek, ale nie doczekała się odpowiedzi. Zareagował tylko Gustaw Albert, i to od razu w formie graficznej.

Więcej…
 
Komentarze (0)


Strona 1 z 3

Wszystkie materiały (tj. teksty, fotografie, ilustracje, filmy, prezentacje i dokumenty)  zamieszczone w portalu gimpel.1lo.pl są własnością Redakcji Gazety Szkolnej "Gimpel". Wykorzystywanie materiałów w innych mediach dozwolone jest jedynie pod warunkiem powołania się na źródło (zarówno nazwę gazety jak i adres portalu).

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu gimpel.1lo.pl. Redakcja gazety nie ponosi odpowiedzialności za treści w nich zamieszczone.